rozmówki patologiczne cz.1, cmentarz, zeszłoroczny listopad:
"obserwuję Cię. kiedy osiągniesz sukces?"
"hm. nigdy."
[tu następuje wymiana skonsternowanych spojrzeń i złowrogich
oczu sądzących fizjonomie mą.
następnie: nerwowy śmieszek żałośniejszy niż płacz, po
którym
przechodzimy do całkiem darmowej lekcji coachingu rozwoju
osobistego niepotrzebnej nikomu]
_
do dziś sobie myślę: jaki kurwa sukces?
spotkania rodzinne to znana powszechnie trauma. traumy
zostają na umyśle upośledzając go w różnych stopniach. moje kontakty z
niektórymi ludźmi też tak na mnie działają. jakby ktoś mi wbijał tępe narzędzie
w mózg.
skąd to pytanie? skąd to pragnienie sukcesu. czym on jest?
to też dosyć osobista kwestia. "obserwuję..." - mnie? nie lubię się
pokazywać. nawet pisanie mnie krępuje. podglądasz, jeśli już.
paradoks introwertyka: a) nie uzewnętrzniaj się, bo tak będzie lepiej
b) uzewnętrzniaj się, bo tak bardzo chcą Cie oglądać i
oceniać. / ale co tu właściwie oglądać?
ludzie po prostu lubią patrzeć na wszystko czym nie jest ich
życie. chętnie obejrzą jak schudniesz do 30 kg, albo umrzesz na raka, bo to w
jakimś stopniu jest mocniej podniecające niż ich własne flaki. pooglądają to
z lubieżnej ciekawości mimo że naprawdę gówno ich to interesuje. zapewne ja też taka
jestem, i Ty też, szanowny czytelniku. choć bywają i wrażliwe, angażujące się
przypadki internetowych dramatów.
_
rozmówki patologiczne cz.2, samozwańcza szkoła, tegoroczny
listopad
"jeśli się wstydzisz. wyjdź. tu nie ma miejsca na
wstyd. ludzie w tym zawodzie to ekshibicjoniści. oni kochają się pokazywać, to
jest ich praca, to jest ich styl życia"
branża modowa to dziwka.
do tego całego ekshibicjonizmu jest potrzebne jakieś niezachwiane poczucie własnej wartości. tak bardzo współczuję tym ludziom, kiedy przekonają się, że tak naprawdę ich realna wartość nie ma nic wspólnego z imaginacją własnego ja. sprzedajna dziwka, gówno w złotym papierku, którą ktoś kiedyś omyłkowo nazwał sztuką.
podobno urodziliśmy się po to, żeby sięgać wysoko.
naprawdę?
szkoda, bo jestem dość niska.
do tego całego ekshibicjonizmu jest potrzebne jakieś niezachwiane poczucie własnej wartości. tak bardzo współczuję tym ludziom, kiedy przekonają się, że tak naprawdę ich realna wartość nie ma nic wspólnego z imaginacją własnego ja. sprzedajna dziwka, gówno w złotym papierku, którą ktoś kiedyś omyłkowo nazwał sztuką.
podobno urodziliśmy się po to, żeby sięgać wysoko.
naprawdę?
szkoda, bo jestem dość niska.
______________________
znowu tu publikuję. czyli oto po kawałeczku będę się
rozbierać przed nieistniejącą publicznością.
zapraszam na egzystencjalny striptiz.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz