poniedziałek, 24 października 2016

dotacje na frustracje


Jesteś na diecie i masz pół godziny do pociągu na stacji pociągów Warszawa Śródmieście. Całe szczęście takie przypadki zdarzają się rzadko, ponieważ jest to istny j e d z e n i o w y raj.

Sytuacja wygląda mniej więcej tak: Masz w kieszeni mała fortunę. Powiedzmy w postaci 3 banknotów o nominale 100 PLN lub 10.
Za taką kasę mógłbyś wykupić wszystkowszystkowszystko.
Bułeczkę jogurtową, a może jednak rogalik z karmelem, a może pączek bez niczego. Czujesz się [prawie] jak nadczłowiek.
5 sklepów ze słodkimi bułeczkami na jednej stacji.
Niesamowite.
Powstrzymujesz się.
W końcu chcesz dbać o linie. Nic innego tylko lukier i cukier puder, a potem będą znowu gnębić Cię Ewy Chodakowskie i tym podobne z monitora, telewizji, telebimów. Czas jednak nie pozwala przetopić złota na tłuszcz i zostajesz Panem / Panią świata z gotówką w portfelu i powstrzymujesz swoje zwierzęco - cukrzycowe zapędy.
Taki bogaty i z silną wolą.
W końcu przyjeżdża pociąg i wnet znikają megalomańskie złudzenia.

KM ma Cię za takiego cienkiego śmiecia, że nie zostawia nawet miejsca na połowę Twojej osoby między siedzeniami.
Dla maluczkich tego wszechświata po 5 cm na jedną nogę i 5 cm na drugą, a nie daj Boże, jak ktoś się dosiądzie, to trzeba będzie poddać natychmiastowej amputacji rękę, nogę, głowę, tułów. Mimo że przyznajesz, marzyłeś o tych lukrowanych drożdżówkach, jeszcze nie jesteś aż tak gruby, aby nie mieścić się w standardowe miejsce dla standardowego dupska zupełnie przeciętnego człowieka. Zaczynasz odczuwać ulgę - powstrzymałeś się przed tym cukierkowym szczęściem. Rozmiar 40 w realiach KM nie przejdzie, za to może wywoływać bulimie i wyrzuty sumienia spowodowane ewentualnym spożyciem.
Wygląda na to, że nie ma miejsca dla grubszych w naszym społeczeństwie.
Nawet w jebanym pociągu. Tym bardziej Kolei Mazowieckich. Cóż, przykro.
Tam nie ma miejsca nawet dla przeciętnego człowieka ceniącego sobie jakąkolwiek
przestrzeń osobistą.