uczę się w szkole mody, fachu, który z nauką ma bardzo mało wspólnego;- bycia gwiazdą.
social media, wzajemne komplementowanie się, budowanie relacji, które mogą potem przełożyć się na sukces zawodowy - tego muszę wysłuchiwać przez ostatnie pół roku od, pożal się boże, bizneswoman, która jako projektantka sukcesu zawodowego nie zbudowała.
i jak się okazuje, co dalsze moje smutne życie zweryfikuje pojawia się bardzo uniwersalna teza w branży: prawda jest bezużyteczna, nie opłaca się być szczerym - takie jest zdanie osób sukcesu.
OK. przyznam się: boli mnie przebywanie w tym zakłamanym środowisku, przeklinam wręcz dzień w którym postanowiłam, że nie chcę zmarnować młodzieńczego zapału na edukację rzeczy bliżej nieokreślonych i nie interesujących mnie, na rzecz czegoś atrakcyjnego, barwnego [jak się wtedy wydawało] - projektowania mody.
gap year jednak byłby lepszym rozwiązaniem.
T: "nie zawsze prawda nas wyzwoli"
[czuje się zdemaskowana. T widziała mnie nago? nawet jeśli napis w języku hebrajskim niewiele by jej powiedział. na żebrach mam wypisane mój dogmat 'prawda nas wyzwoli']
"nie opłaca mówić się prawdy"
[T jest psychologiem. właściwie była. myślę o jej obłudzie i byłych pacjentach. może ma racje. może nie warto mówić prawdy, komuś kto żyje kłamstwem]
tezę T zaraz podpiera przytoczona historia przez G:
podobno Karl Lagerfeld w jednym ze swoich wywiadów oznajmił, że szczerzy ludzie są zupełnie bezużyteczni. po co oni są? przyznał, że panicznie boi się ludzi bezwzględnie szczerych.
ale co to ma oznaczać: być względnie szczerym?
czy sukces zawsze oznacza bycie wyrafinowanym kłamcą pnącym się po kolejnych szczeblach sukcesu dzięki stworzonej przez siebie imaginacji własnej osoby i stosunków międzyludzkich?
jak można w ogóle patrzeć potem na siebie w lustrze?
żal mi ludzi, którzy nie żyją w zgodzie ze sobą i własnym sumieniem.
choć może na tym polega sukces
- na pogodzeniu się ze swoim zakłamaniem i zewnętrzną grą pozorów.
zapewne tak jest w tej niefortunnej branży.
cóż, ja od tego odstaje, więc wychodzę, na razie. tak właśnie smakują błędy: dramatem wewnętrznym.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz